Handlowe strachy na Lachy

W obliczu ofensywy zagranicznych sieci handlowych polscy kupcy jednoczą siły i próbują grać na nucie patriotycznej. Ale czy nie wpadną we własne sidła?

O tym, czy kapitał ma narodowość, można by długo dyskutować. Krzysztof Bać, jedna z najbardziej doświadczonych postaci polskiego rynku FMCG (dóbr szybko zbywalnych), twierdzi, że ma. I tłumaczy, że niedobrze jest, gdy w jakimś sektorze za bardzo panoszą się reprezentanci kapitału zagranicznego. A tak, zdaniem szefa Bać-Polu, dzieje się właśnie w branży handlowej. Przedsiębiorca argumentuje, że krajobraz sklepowy zawłaszczają Portugalczycy z Eurocasha i Jeronimo Martins, którzy przejęli już ¼ wartego 400 mld zł rynku detalicznego. I że taki status quo stanowi „dla konkurencyjności polskiego handlu zagrożenie, z którego powinniśmy sobie zdawać sprawę” (jak mówił na łamach Forbesa).



By walczyć z portugalskim demonem Krzysztof Bać, do spółki ze Zbigniewem Paczóskim (właścicielem sieci Topaz) oraz Piotrem Wosiem (prezesem Piotra i Pawła) , powołali do życia Grupę Handlową PL Plus, która ma być ich orężem w handlowej krucjacie pod polskim sztandarem. Rekonkwiście, jak zaczęły ją określać media, mającej na celu przywrócić polski należne miejsce i udział w rynku polskim dystrybutorom FMCG.

Na czym polega kuriozum tej inicjatywy? Widzę dwa powody. Pierwszy portugalski. Nawet jeśli uznamy, że Portugalczycy panoszą się na polskim rynku (a jak się czyta, że Eurocash, właściciel m.in. Groszka, abc, Delikatesów Centrum, ostatnio powiększył swoją kolekcję marek o Inmedio i 1minute, to można odnieść takie wrażenie) , to czy rzeczywiście ich działania są szkodliwe dla polskiego rynku? Czy rzeczywiście stanowią zagrożenie, o którym trąbią założyciele PL Plus?

Otóż wystarczy przyjrzeć się strukturze Grupy Eurocash, żeby zobaczyć, że nie obcy kapitał, a ciężka praca polskich przedsiębiorców przyczyniła się do tego, że jej pozycja jest dziś tak silna. Fakt, spółka Luisa Amarala obecny stan posiadania budowała często rozpychając się łokciami, przejmując konkurencyjne sieci (w tym najbardziej spektakularnie dystrybucyjną część Emperii – Tradis, z marką Groszek). Ale nie zmienia to faktu, że u podnóża tej biznesowej góry stoją zastępy polskich właścicieli małych sklepów spożywczych, bez których de facto Eurocash nie istnieje. Bo przecież kiedyś mogą zdecydować, że zmienią szyld nad drzwiami lokalu.

Pewien menedżer bankowej sieci placówek partnerskich (prowadzonych przez zewnętrznych przedsiębiorców) powiedział kiedyś, że bez franczyzobiorców on nie istnieje. Bo od ich wyników (ale przede wszystkim ich satysfakcji ze współpracy – stąd się biorą wyniki przecież), zależą pośrednio wyniki banku. Tak samo jest z Eurocashem, dla którego Polska jest de facto matecznikiem i głównym rynkiem, choć w zarządzie zasiadają Portugalczycy. I tak samo jest z innymi sieciami, którym przecież też można by zarzucić obcość . A przecież francuski Carrefour też buduje sieć dzięki polskim przedsiębiorcom. Z kolei inna marka znad Sekwany, Intermarché, do tego stopnia stawia na franczyzobiorców, że każdy z nich obowiązkowo pełni też funkcje w polskiej centrali Grupy Muszkieterów, zarządzającej siecią.

Portugalczycy informacje o nowej koalicji, wymierzonej przeciw nim, przyjmują ze spokojem i deklarują poszanowanie dla przeciwnika. Na razie wyprzedzają go o lata świetlne, więc mogą spać spokojnie. Mimo to bardzo nie lubią, gdy wspomina się tę ich portugalskość. Zrozumiałe – łaska klienta na pstrym koniu jeździ, zwłaszcza takiego, który obcość wszelką odrzuca i nie zniósłby, gdyby się dowiedział, że pan Józek z jego wiejskiego sklepiku pod szyldem „abc” kupuje towary od hurtowni zarządzanej przez jakiegoś człowieka z zagranicznym paszportem.

W całej tej inicjatywie i komunikacji marketingowej przyjętej przez Krzysztofa Bacia i spółkę jest jednak element prawdziwie ironiczny. Otóż organizator „grupy pościgowej” oparł rozwój swojej spółki o sieć sklepów SPAR, należącą do SPAR International, międzynarodowej organizacji spółdzielczej z siedzibą w Amsterdamie, obecnej w blisko 40 krajach. I wcale nie ma oporów, by wypowiadać wojnę pochodzącym z Półwyspu Iberyjskiego konkurentom, jednocześnie deklarując, że to właśnie SPAR będzie dla niego w przyszłości najważniejszym aktywem. „Od dekady marzyłem o tej sieci, a przez dwa lata intensywnie starałem się o licencję i w końcu Bać-Pol ją dostał” – mówi Krzysztof Bać Wiadomościom Handlowym.

Na wojnę o polskie kolory rynku spożywczego PL Plus ruszy z holenderskim sztandarem. To chyba istotny argument w dyskusji o tym, czy kapitał w handlu ma obywatelstwo. Koniec końców, polski rynek FMCG tworzą dziesiątki tysięcy detalistów, dla których liczy się nie kolor i czcionka szyldu nad sklepem, a warunki handlowe. Te najlepsze oferują najwięksi. Paszport to rzecz drugorzędna.
Trwa ładowanie komentarzy...