Modny pomysł na biznes

W biznesie, jak w każdej dziedzinie życia, trudno uciec przed modą. Trendy potrafią dać zarobić, ale też i dać po łapach. Dlatego lepiej uważać, zwłaszcza kupując licencję na biznes w „popularnej” branży .

Każdej wchodzącej na rynek nowości towarzyszy aura swoistego szaleństwa. Wiadomo, nieznane nęci, nieznane mami. A jeszcze jak jest dobrze podduszone w PR-owo – marketingowym sosie, to staje się potrawą, obok której trudno przejść obojętnie. Dotyczy to zarówno produktów, usług, jak i oferujących je firm. Świetnie sprawdza się też na rynku franczyzy, gdzie poszukiwacze okazji do zarabiania jak mało kto ulegają magii tego, co nowe i dobrze się zapowiadające.



Polski rynek pomysłów na biznes na licencji liczy sobie nieco ponad dwie dekady, ale naprawdę prężnie rozwijać się zaczął pod połowy ubiegłego dziesięciolecia (w dużej mierze dzięki otwarciu europejskich „drzwi” w 2004 roku). Mimo stosunkowo młodego wieku, zdążył już obejrzeć kilka trendów, mód i powiewów nowości. A franczyzobiorcy, których to oczami się przyglądał, przeżyli w tym czasie kilka poważnych wzlotów i upadków. Płynie z nich ważna lekcja.

W 2009 roku w światowej gospodarkę pustoszy kryzys, ale Polska jeszcze specjalnie spowolnienia nie odczuwa. Są wręcz dziedziny, w których biznes kwitnie jak nigdy przedtem. Na fali wciąż silnego popytu na luksusowe usługi z branży urody i zdrowia przypływa do Polski sieć Nomasvello. Międzynarodowa marka z Hiszpanii zaczyna zasiewać na mapie kolejne punkty fotoepilacji i fotoodmładzania. Usuwanie włosów impulsami świetlnymi jawi się klientkom jako zbawienna nowinka, wyczekiwana alternatywa dla depilacji laserowej. Wraz z klientelą na nowy biznes rzucają się franczyzobiorcy. Otwarcie franczyzowej placówki Nomasvello potrafi pochłonąć nawet setki tysięcy złotych, ale nie przeszkadza to sieci osiągnąć rekordowego tempa rozwoju. Już po roku NMV dociera do setki salonów w całej Polsce. Właściciele marki na Półwyspie Iberyjskim są zachwyceni, zapowiadają, że to z Polski poprowadzą ofensywę na Niemcy i Ukrainę, gdzie zielonego szyldu jeszcze nie ma.
Ale mija parę miesięcy i niestety, koniunktura siada, a Kowalski, a raczej Kowalska zaczyna zaciskać pasa. Z wacików zrezygnuje na końcu, cięcia zaczyna od luksusów. Musi przeprosić się z plastrami woskowymi i tradycyjną maszynką. Drogie maszyny do IPL przestają na siebie zarabiać, porasta je kurz. Salony franczyzobiorców świecą pustkami, a przecież franczyzodawcy trzeba odpalić dolę – i to ryczałtem (czy się stoi, czy się leży…). Dobrze zapowiadające się partnerstwo zamienia się w pasmo udręk i procesów. Polska centrala dostaje po kieszeni, by podreperować budżet zapowiada ekspansję i emituje obligacje. Już ich nie spłaci…

Dobrze, ktoś powie, ale przecież w tym czasie na rynek weszło jeszcze kilka sieci oferujących podobną usługę i do dziś większość sobie radzi. Pełna zgoda. Z tym, że te, które zostały, szły przeważnie na jakość, nie ilość. Dywersyfikowały ofertę, szkoliły, jakoś o tych swoich partnerów dbały. To jest pierwsza lekcja: kiedy na rynku pojawia się nowa moda, trzeba ze szczególną uwagą traktować franczyzowe oferty tych dawców licencji, którzy chwalą się nadzwyczajnie szybkim tempem rozwoju. Nie ma oczywiście definicji racjonalnego tempa wzrostu, ale jeśli ktoś gna do przodu jak opętany, to warto zapytać dlaczego. Może jest tańszy i wymaga mniejszej inwestycji od franczyobiorców? Może rzeczywiście ma rewelacyjny produkt bądź usługę i wszyscy walą drzwiami i oknami, by uszczknąć nieco profitów dla siebie? A może po prostu dba tylko o nabijanie własnej kiesy kosztem nieświadomych partnerów?

W przypadku Nomasvello, tak jak zresztą w każdym, decydujący był splot kilku zdarzeń. Dziś z tej historii możemy już tylko wyciągać wnioski. Najważniejszy jest taki, by mieć się na baczności wsiadając do biznesowego pociągu oznakowanego hasłem „nowość”. Nie mówię, że każde rynkowe odkrycie to materiał potencjalnie podejrzany – wręcz przeciwnie, w gruncie rzeczy przecież każdy postęp gospodarczy bazuje na jakimś novum. Ale we franczyzie trzeba uważać, bo w szeregach rzetelnych franczyzodawców zdarzą się chwasty, które albo celowo albo z powodu nieudolności wyprowadzą ufnych franczyzobiorców w pole. O takie przypadki niestety szczególnie łatwo, gdy we franczyzę wchodzą nowe branże, usługi czy produkty. Na młodym rynku działają młodzi franczyzodawcy. Czy na pewno zdążyli już dobrze przetestować swój pomysł na biznes na sobie?

Na rynkowe mody trzeba uważać nieustannie, bo i nieustannie mamy z nimi do czynienia. W ostatnich latach mieliśmy wysyp salonów depilacji, przeżywamy jeszcze ciągle boom na hamburgerownie, renesans przeżywają a’la PRL-owskie bistra, kiełkuje moda na mrożone jogurty, jak grzyby po deszczu wyrastają franczyzowe szkoły matematyki i nauk ścisłych. I bardzo dobrze, bo dzięki temu rynek franczyzy jest bogatszy, czytaj: możliwości, by zarabiać w biznesie na licencji jest coraz więcej. Tylko się cieszyć. Ale żeby naprawdę skorzystać, trzeba sprawdzać, sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać.
Trwa ładowanie komentarzy...